niedziela, 28 lutego 2016

Rozdział 3

Ruszyłam w stronę domu. Szłam powoli z głową na dole. Nagle poczułam, że ktoś złapał mnie mocno za nadgarstek. Zaczęłam głośno krzyczeć.
-Puść mnie!-cisza.-Puszczaj do cholery!-podniosłam głowę. No nie! Co w Warszawie robi Marcel?!
-Roksi, nie musisz tak głośno krzyczeć.-powiedział z tym swoim chytrym uśmieszkiem.
-Czego chcesz?
-No jak to "czego chcę"? Chcę, żebyśmy znowu byli razem, to nie oczywiste?-na te słowa zmarszczyłam brwi. To świnia i nigdy więcej nie chcę mieć z nim nic wspólnego!
-Jaja sobie robisz?! Nie ma mowy! Znajdź sobie inną naiwniaczkę.-poczułam mocniejszy uścisk w nadgarstku, chyba się wkurzył...
-Mi nikt nie odmawia!-jeszcze mocniej ścisnął mi rękę, ale puścił, gdy usłyszał krzyk.
-Natychmiast ją puść!-to Adam, ale czy nie miał być później?
-A ty co, jej chłopak?!-znowu chwycił mój nadgarstek. Nie wytrzymałam, to tak bolało!
-Roksi, nie płacz, zaraz będzie po wszystkim...-wtedy wszystko działo się jak w filmie akcji.
W końcu Marcel odpuścił i odszedł cały obolały.
-Adam, dziękuję.-przytuliłam się do niego mocno, odwzajemnił uścisk.
-Przecież jesteś moją przyjaciółką, co nie? Zawsze możesz na mnie liczyć.-ruszyliśmy w stronę mojego domu. Gdy doszliśmy do drzwi, zauważyliśmy karteczkę, na której widniał napis:

"Roksana, pojechałam do babci do Łodzi na parę dni. Na blacie w kuchni zostawiłam ci trochę pieniędzy, możesz zaszaleć. Aha, w pokoju czeka na ciebie niespodzianka, a jak Adam przyjedzie,
to możecie robić co chcecie. MIŁEJ ZABAWY!
                                                                                
                                                                                                       MAMA :)
To się zabawimy w takim razie!
--------------------------------------------------------------------------------------------------
No i to rozdział 3! Troszkę krótki, ale co poradzić :( Następny będzie dłuższy.





1 komentarz: